Coke Live Music Festival !

Choć festiwal organizowany co roku w mieście królów trwał jedynie dwa dni to i tak wybrałam się tylko na ten ostatni. Tak – czekałam tylko na pewne trio z Anglii ,które na dobre od prawie 5 lat zagościło w moim świecie.

Mimo mieszanych uczuć związanych z wydaniem ich dwóch ostatnich płyt nadal  bardzo lubię ta kapelę ,wolałabym użyć słowa ”kocham” ,ale ono teraz raczej ma inny sens niż kiedyś ,więc pozostanę przy tym pierwszym. Gdy dowiedziałam się pewnego marcowego poranka ,że oto jedna z moich ulubionych grup zawita w Polsce to przez kilka dobrych minut gapiłam się w monitor z niedowierzaniem. Choć może się to wydać śmieszne to ja bardzo przeżyłam wiadomość o tym wydarzeniu ,które miało nastąpić w sobotę 21 sierpnia 2010 roku… A ,więc dotarłam na miejsce tego wydarzenia wypchanym do granic możliwości autobusem by następnie wymienić bilet na niebieską opaskę i wejść na teren festiwalu. Niestety spóźniłam się na koncert Much ,które bardzo cenię i odśpiewałam po części ”Rekwizyty” i poszłam zapoznawać się terenem. Z powodu lenistwa nie chciało mi się wymieniać kasy na bony ,więc żadnego specjału ani pamiątki nie kupiłam. Udałam się na The Big Pink ,usiadłam na trawie i chłonęłam tą jak dla mnie świeżą i uspokajającą muzykę . Sam zespół znam od niecałego roku ,ale intensywniej się z nim zapoznałam po ogłoszeniu ostatnich wykonawców CLMF. Oczywiście większość znała tylko jedną piosenkę ,no w porywach do dwóch. Cały koncert stali jak kołki i dopiero jak na koniec zagrali dość żywe i entuzjastyczne ”Dominos” to trochę ruszyli dupy i poskakali. Jak dla mnie zespół dobry ,ale chyba zbytnio nie pasował do klimatu ”kołka”. Po występie pora na posiłek w ”dobrym” ,starym McDonaldzie, wizyta w toalecie i jazda na ostatnie piosenki przedostatniego zespołu na Main Stage czyli – Panic! At The Disco. Słuchałam ich trochę w gimnazjum i kojarzyłam 4 piosenki ,ale pozytywnie mnie zaskoczyli panowie zza oceanu. Po chwili jednak koncert się skończył i zostało szukanie miejsca oraz czekanie… W międzyczasie puszczono kilka kawałków na rozkręcenie ludzi miedzy innymi: SOAD, Yeah Yeah Yeahs czy The Offspring…  Scena w tym czasie była szykowana dla headlinerów tego wieczoru i całego festiwalu czyli?! tak ,tak – MUSE. Sposób przygotowań można było nazwać ”striptizem ” ponieważ po kolei ukazywały się widowni elementy wyposażenia.  Zaczęto od odsłonięcia telebimów charakterystycznych dla ich ostatniej trasy promującej ”The Resistance” w kształcie plastra miodu. Następnie wjechała perkusja co wywołało histeryczne krzyki jakiś małolat i kolejno gitary w tym wywołująca największe emocje gitara wokalisty. Przez chwilę myślałam ze to sam Bellamy przypadkiem wpadł na scenę ,ale nie to był tylko techniczny ,który stroił Mansona ów pana. Kolejne chwile pełne przepychanek, rozmów i wdychania dusznego i przepełnionego mieszaniną zapachów powietrza i oto jest ! Tak! Widać członków zespołu na scenie i słychać pierwsze nuty New Born grane przez Morgana Nichollsa na klawiszach i gdy ucichło intro Bellamy zaczął od potężnego riffu na swojej gitarze ,z którą tworzy podczas koncertu jedną całość. Publika wpada w szał i słychać ogłuszające piski pomieszane z ogromnym entuzjazmem i wzruszeniem. Kolejny kawałek Map of the problematique wywarł na mnie również ogromne wrażenie choć w sumie nie było takiego ,który by w tą sobotnią noc tego nie uczynił. Co mnie zaskoczyło to mocne zagranie Uprising i śpiewanie 45 tysięcznego tłumu refrenu they will not force us / they will stop degrading us / they will not control us / We wil be victorius ! . Zagrane były jeszcze Nishe, Supermassive….,Guiding Light, USoE , Undisclosed Desires ( w miarę udana akcja ”Latarka” ) ,Bliss , Resistance, TIRO , Starlight. I tak oto doszłam do Plug In Baby… Kawałek jest zaliczany do 50 najlepszych riffów w historii (razem z New Born) i jak usłyszałam osobiście ,nie bez powodu. Bellamy na początku wyciągał ze swojego Mansona ostre dźwięki gdy zauważył ,ze publika naśladuje je to uśmiechnął się do Howarda i zaczął się z nami bawić w naśladowanie jego gitary oczywiście zakończył tą zabawę ostrym riffem i tak zaczęło się istne szaleństwo, piski osiągnęły apogeum ,a na scenie energicznie i mocno zabrzmiała ”wtyczka”. Na chwilę Brytyjczycy zeszli ze sceny by wrócić i zagrać wspaniałe bisy. Dwa ostatnie mocne kawałki czyli Hysteria i Knights of Cydonia. Pierwszy kawałek poprzedził wstęp czyli ”Interlude” kolejno zabrzmiał brudny i ostry bas Chrisa i tak zaczęła się istna ”Hysteria” wśród ludzi. I gdy już było wiadomo ,że teraz zostanie zagrany ostatni utwór Wolstenholme zagral na harmonijce i wiadomo było ,że ten wieczór zakończy się efektownie. Pierwsze riffy Cydoni i ludzie licznie darli się w rytm muzyki i falsetu Bellamy’ego. 45 tysięcy ludzi śpiewając czekali na ten moment kiedy po słowach You and I must fight for our rights / You and I must fight to survive ! zacznie się istne szaleństwo, cała publika skakała w rytm muzyki i krzyczała ile sił w płucach! Po piosence zespół zniknął w obłokach dymu ,a organizatorzy zafundowali nam pięciominutowy pokaz fajerwerków. Cały występ był okraszony licznymi efektami specjalnymi i laserami ( mimo iż to w historii CLMF była największa ilość oświetlenia i laserów użyta przy koncercie to i tak zbyt skromna w porównaniu z ”prawdziwymi” koncertami tego zespołu) ,a sam frontman douczył się od ostatniej wizyty i sypnął kilkoma słowami po polsku ( kultowe już ”bardzo dziękujemi” ; ) ) ,a nawet pełnym zdaniem. Mimo iż niektórzy marudzili  ,że zespół nie miał kontaktu z ludźmi bo Bellamy nie robił z siebie pajaca jak Jared to ja jestem bardzo zadowolona i z wytęsknieniem czekam na kolejną ich wizytę w Polsce. Tak oto skończyła się 5 edycja Coke Live Music Festival !

A oto i genialne wykonanie Knights of Cydonia w Krakowie:

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka, Wydarzenie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Coke Live Music Festival !

  1. paweuu pisze:

    byłem kiedyś na muse i było przednio 😉 efekciarskie widowiska robią. co do innych wykonawców to żaden nie wzbudził we mnie zbyut wielkiego zainteresowania.

  2. palebride pisze:

    To zespół ,który stawia na te wszystkie nowinki techniczne podczas koncertu ,ale jakość wykonania piosenek nie spada i to mi się podoba ,bo spora ilość wykonawców efektami chce zatuszować braki w wykonaniu 😀

  3. Jaredowa pisze:

    hahaha Paula ty mendo! Notka świetna tylko czego nazwałaś Jareda ”pajacem” ?!
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s