Muzyczny alfabet – D

D jak duży talent, tak można pokrótce powiedzieć o człowieku, który wiele dał od siebie muzyce i nadal pracuje mimo ponad czterdziestu lat na scenie.

Mowa oczywiście o Davidzie Bowie ( Bułłiiłułi ;D), który jest aktorem, muzykiem, producentem, multiinstrumentalistą etc., etc. Człowiek kameleon potrafiący dopasować swój image do tego co aktualnie robi, w latach 80. dosyć kontrowersyjne stroje i szalone makijaże co oczywiście miało swój cel w odbiorze jego osoby jako artysty. Drugi najbogatszy Brytyjczyk (za McCartneyem) mający w swoim dorobku sporo zagranych ról, sporo albumów i sporo nagród. Przeważnie przeciętny zjadacz chleba zna tego pana ale nie wie dlaczego, bo nie zna jego kawałków, może kiedyś widział go w filmie albo… Tak czy siak często się mówi o tym człowieku jak o legendzie za życia co w sumie mnie nie dziwi zważywszy na to co osiągnął itd., ale zacznijmy od początku. Jego dwie pierwsze płyty przeszły bez większego echa, ale gdy człowiek wylądował na księżycu hitem stało się odgrzane Space Oddity, kolejno wyszło jeszcze 5 albumów ciepło przyjętych przez publikę, ale podczas pracy nad 8 albumem Diamond Dogs Bowie najbardziej się napocił gdy próbował się porozumieć z potomkami Orwella w sprawie inspirowania się powieścią ich przodka pt. Rok 1984. Niestety nie wypaliło i jego praca nad albumem nie spełniała pierwotnego założenia, ale motyw powieści jednak się ukazuje na krążku i jako tako koncepcja została obroniona. W połowie lat 70. David wpadł w kokainowy nałóg czego wypadkową jest album Station to Station, o którym sam zainteresowany mówi, że nie pamięta sesji nagraniowej i istnieje w obiegu muzycznym wiele anegdot na ten temat, końcem końców artysta trafia do Berlina Zachodniego gdzie zainspirowany niemieckim rockiem współpracuje z wieloma muzykami min.: Iggy’m Popem, Nickiem Lowe czy Robertem Frippem. Ciekawostką jest fakt, że brytyjska grupa Warsaw ( później Joy Division) zaczerpnęła swoją ówczesną nazwę z tytułu utworu Bowiego i Eno pt. Warszawa. Lata 80. definitywnie kończą dotychczasowy styl bycia Davida, a sam wydaje albumy dosyć komercyjne i produkuje hit za hitem. Zwłaszcza należy wspomnieć takie kawałki jak Let’s Dance, Ashes to Ashes, Modern Love czy China Girl ( z bardzo śmiałym klipem, który przez wiele lat znajdował się w ”indeksie teledysków zakazanych”). Nareszcie trzeba wspomnieć o współpracy tej legendy rocka z drugą legendą jaką niewątpliwie jest Queen oraz ich wspólny utwór Under Pressure, który dotarł na szczyty list przebojów na świecie. Kolejne duety były równie kasowe jak choćby ten z Tiną Turner w Tonight, ale noga powinęła się panu Bowie w 87′ gdy wydał swój najsłabszy album zdaniem krytyków i ogółu czyli Never Let Me Down, za który sam publicznie przepraszał fanów. Na przełomie lat 80. i 90. powstał z inicjatywy Davida zespół Tin Machine lecz ten hardrockowy kwartet nie odniósł spektakularnego  sukcesu i zakończył swoją działalność po wydaniu dwóch płyt studyjnych i chyba jednej koncertowej. Lata 90. w sumie nie były jakieś specjalnie owocne w nowe ”produkty” Bowiego, ale należy wspomnieć o jego udziale w koncercie The Freddie Mercury Tribute zorganizowanym w 92′ by uczcić śmierć na AIDS Freddiego oraz dalszych eksperymentach muzycznych czego skutkiem był chwalony album Black Tie White Noise, podobno przebijający krążek z 83′. Praktycznie rzecz biorąc David non stop coś robił, pisał i próbował nowe technologie wdrażać do swojej muzyki powodując że była różnoraka i nieujednolicona, niepozwalająca na zaszufladkowanie go jako ”tego pana od rocka i dziwnego makijażu”.W 96′ doceniono jego zaangażowanie i wkład jaki włożył w muzykę nominując go do Rock and Roll Hall of Fame. Po zawale serca w 2004 roku podczas koncertu w Pradze Bowie trochę przystopował i było w miarę cicho o nim ale dał o sobie znać w tym roku zapowiadając reedycję albumu Station To Station. Bowiego znam z czasów gdy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury, a jego kawałki z lat 80′ były dla mnie czymś oczywistym, czymś bez czego nie mogłam się wtedy obyć i pomimo tego, że ostatnimi czasy odsunęłam się od jego twórczości to sentyment pozostaje podobnie jak kilka winyli w szafce, które obiecuję sobie włączyć już od paru miesięcy i prawdopodobnie niedługo to nastąpi…

Jak mogłabym się obyć bez klipów ? ; )

Let’s Dance

Space Oddity

Palebride

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s