Muzyczny alfabet – I

Wulgarnie obcisłe skórzane gatki, długie kudły, pieszczochy na rękach, melodyjne riffy, jeden z bardziej charakterystycznych wokali oraz przesympatyczna maskotka zespołu – ”Eddie” – tak można pokrótce opisać zespół, który nieprzerwanie od 36 lat wojuje na scenie i wychowuje na dobrym heavymetalowym graniu już 3 pokolenie.

Początki żelaznej dziewicy były dość chaotyczne – wokaliści przychodzili i odchodzili, wieczne roszady w składzie oraz kłótnie spowodowały, że założyciel grupy – Steve Harris – musiał od nowa zakładać zespół. Pierwsze demo, które w późniejszym czasie zostało przekształcone na EP (The Soundhouse Tapes) rozeszło się dość szybko. Przełomem jednak okazało się tournée w 80′ po Wielkiej Brytanii jako gość Judas Priest oraz liczne występy po Europie jako support Kiss. Kolejne kłótnie zaowocowały najważniejszą zmianą w składzie – wywalono narkomana  Di’Anno i zastąpiono go Bruce’em  Dickinson’em . Z początku zagorzali fani grupy ostro jechali po Ironach twierdząc, że po zmianie wokalisty mogą zapomnieć o muzykowaniu, ale to własnie – w dużej mierze – dzięki wokaliście Samson’a zespół sięgnął po sławę oraz po pierwsze miejsce na liście UK. Zespół zrezygnował z punk rockowego brzmienia i zajął się tworzeniem metalu, w którym odnajdował się szeroki, w swej skali głos wokalisty. The Number of the Beast z hitem  ”Run To The Hills” okazał się strzałem w dziesiątkę i  nadal nosi miano ”najlepszego albumu heavymetalowego wszech czasów”. Grupa jednak zaszczytów nie dostąpiła jedynie w konserwatywnej Ameryce gdzie sprzedaż szła słabo, a chłopaki nadal występowali jako support. Los jednak odmienił się po wydaniu kolejnej płyty w 83′, która może nie wspięła się na pierwsze miejsce to jednak pokazała całemu światu czym jest fenomen Iron Maiden. W tym roku również zagrali jako gwiazda wieczoru na jednym z amerykańskich festiwali, udowadniając fanatycznym kretynom, że nie grają satanistycznej muzyki – choć zapewne te hamburgery i tak wiedziały swoje. Kolejne albumy nie były już tak tworzone pod presją co spowodowało luźne kombinacje muzyczne, jak choćby użycie syntezatorów gitarowych w Somewhere in Time bądź nawiązanie przez Harrisa do progresywnych kapel.  Szósty album, mimo wszystko  przyjęty bardzo entuzjastycznie, był tylko zapowiedzią kontrowersji, którą wywoła jego następca. Niezwykle interesujący i ciekawy w opowiadanej, w nim historii oraz brzmieniu Seventh Son of a Seventh Son podzielił słuchaczy na przecinków i zwolenników. Mroczny i tajemniczy klimat nie odbił się na jego sprzedaży, a trasa promująca SSoaSS była jak na tamte czasy pełna bajery i przepychu. Tłuste lata skończyły się dla Angoli wraz z kryzysem wśród załogi żelaznej dziewicy – odeszli Bruce oraz Adrian Smith. Płyty wydane w latach 90′ nie powalały i były odbiegające od pierwotnej koncepcji zespołu, a fani powoli tracili nadzieję na powrót ich bohaterów do formy. Kompletny zwrot akcji nastąpił pod koniec 99′ kiedy to powrócił Dickinson wraz ze Smithem i IM ruszyło w trasę Brave New World dając również koncert na legendarnym Rock In Rio dla ćwierć miliona słuchaczy. Trudnym wydawać by się mogło nagrywanie krążków jak za starych dobrych czasów aczkolwiek w 2006 roku A Matter of Life and Death udobruchał fanów i krytyków pokazując znów wszystkim, że powroty do formy są możliwe. Dwa lata później wydano kompilację kawałków z lat 80′ – Somewhere Back in Time, której towarzyszyła trasa koncertowa zahaczająca również kraj nad Wisłą. W tym samym roku również wyemitowano dokument o zespole –  Iron Maiden: Flight 666 ,który odbił się szerokim echem. Na dzień dzisiejszy dyskografię tych gości zamyka album z 2010 roku – The Final Frontier, który jest powodem ponownych odwiedzin naszego kraju.  Żelazną dziewicę fani będą mogli oglądać na Sonisphere Festival już niedługo.

Osobiście mam sentyment do nich ponieważ to jest jedna z pierwszych grup, która dotarła do mych uszu, a to dzięki ”hardcorowemu” ojcu…Tymczasem Wy włączcie sobie Powerslave’a bądź The Number of the Beast i szalejcie w zaciszu własnego pokoju. Ave \m/  !

 

Palebride

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Muzyczny alfabet – I

  1. Johannson pisze:

    i jak na brytów przystało ich drużyna piłkarska w meczach towarzyskich zawsze pokonuje naszych;]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s