Life Festival 2011 – James Blunt

18 czerwca w małym Oświęcimiu zebrało się kilku świetnych muzyków, którzy mieli nagłośnić szlachetną ideę festiwalu. Wszyscy bez względu na wiek, pochodzenie czy wyznanie mieli w tym dniu się połączyć i świetnie bawić, co bez wątpienia się udało. Fakt faktem, nie byłam na pierwszych koncertach gdyż grzecznie wywiązywałam się z obowiązków studenckich aczkolwiek na to co najważniejsze zdążyłam. 

Nie widziałam RotFront, nie widziałam T.Love ( dobra z oddali wydawało mi się, że słyszę ”Na bruku”), ale wdziałam Jamesa Blunta, który według mnie miał dać flegmatyczny i słodki koncert. No tu pojawiło się bardzo miłe zaskoczenie ponieważ przez bite dwie godziny facet ostro na scenie działał wprawiając w dziki szał damską część publiczności, a jego ruchy bioder na bank zapadną w pamięć napalonym nastolatkom spod band 😛 W całym przedsięwzięciu najgorzej sprawiła się organizacja ponieważ ludzie którzy wydali ekstra kasę za red zone po prostu się sfrajerowali i plebs z najtańszym biletem ( w tym ja) po pokonaniu barierek wbijał pod scenę ciesząc się lepszym widokiem. To jest w sumie mało istotne, bo to co było najważniejsze zaczęło się po 21. Na scenę wylazł niepozorny Angol, przeciętnie ubrany, przeciętnie wyglądający z przeciętną gitarą. Publika natomiast nieprzeciętnie wariowała i w takt Billy’ego rozpoczęła przedstawienie. Dokładnej kolejności kawałków nie pamiętam niestety, ale z całą pewnością mogę powiedzieć iż pojawiło się to co powinno m.in: High, Stay The Night, Superstar, These Are The Words, Dangerous, So Far Gone,Wisemen, Billy, You’re Beautiful, Turn Me On, So Long, Jimmy czy 1973. Na szczególne uznanie zasługuje wykonanie Turn Me On, gdzie wokalista zaśpiewał ten bardzo, bardzo niegrzeczny kawałek w bardzo, bardzo niegrzeczny sposób pozyskując serca niemal wszystkich tam kobiet. Po tym gorącym przedstawieniu James przeskoczył barierki i skoczył na falę, dając nieść się rozpalonym rękom  w tym jednej, która złapała za dość czułe miejsce Blunt’a, co było doskonale widać na telebimie 😀 Po małych przyjemnościach facet zaśpiewał jeszcze dwie piosenki i uciekł na samolot, pozostawiając nas w pełni usatysfakcjonowanych. Ostatni grał Matisyahu, który dla mnie nie był wystarczająco ciekawy, a i pogoda się popsuła, więc szybko się uwinęliśmy zachowując ostatecznie dobre wrażenie. Podsumowując, myślę że Life Festival spełnił swoje zadanie, przedstawiając publiczności artystów z wielu krajów : Anglii, Polski, Niemiec, Ukrainy, Węgier, Australii czy USA o różnych poglądach i wyznaniach. Ta spora różnorodność zapewniła każdemu sporą dawkę świetnej zabawy i myślę, że nikt nie wyszedł rozczarowany.

PS. zrobię małe oszustwo w datach by wszyscy myśleli, że się wyrabiałam w czasie sesji 😛

Jedna z bardziej wzruszających piosenek w świetnym wykonaniu zarówno publiki jak i wokalisty:

I genialne Stay the night:

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka, Wydarzenie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Life Festival 2011 – James Blunt

  1. scatterbrain pisze:

    Tą jedną byłaś Ty? : )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s